PORCELANOWE KORYTO:
Wędlinka

Siedzimy sobie na Mazurach w knajpie. Słoneczko grzeje, tuż obok szumi potok czysty jak dusza Oleńki Billewiczówny. Opowiadamy sobie z ziomeczkami żałosne i nikogo innego nieśmieszące kawały. I nagle obecność matki z dzieckiem przy sąsiednim stoliku zostaje przez nas zauważona (wcześniej byli jednymi z tych niewidocznych: matka, typowa zaniedbana trzydziestka plus z tłustymi włosami i odrostami, zniesmaczona własnym istnieniem i przygnębiony syn). Dzieciak zaczął przejawiać oznaki zdrowego zainteresowania światem: zobaczył w karcie dań pizzę (a raczej polski wyrób pizzopodobny) bez mięsa, za to z papryką, cukinią i jakimiś innymi chwastami. Używając klasycznego dziecięcego argumentu: wielkich oczu jak Pou z modnej niegdyś aplikacji, próbował nakłonić matkę do wyboru tegoż dania. Cnotliwa matrona rzekła jednak:

Musi być jakaś wędlinka.

Młody nie pozna smaku bezmięsnego dania. Nie zje pełnowartościowego (jak na warunki mazurskiej knajpy), wegetariańskiego posiłku. Nie posmakuje dziś grillowanych warzyw. Nie – Matka-Polka każe bowiem jeść wędlinkę. Mięso w Polsce jest synonimem luksusu. Po ’89 można jeść codziennie schabowego – czystą witalność. Jeszcze nie nasyciliśmy się tym, że jedzenia raczej w naszym kraju nie zabraknie. Gdzieś głęboko w nas żyje paraliżujący lęk przed głodem. A głód, zdaniem tej matrony (przemawiającej „mądrością” chłopskich pokoleń), najlepiej zabić mięsem. WĘDLINKĄ. W rodzinie Krzysztofa, głównego bohatera Żelbetonu, smakiem niedzieli był smak rosołu. Tak musiało być i koniec.

Nawet, gdyby przy tej matce usiadało kilku ekspertów WHO ds. żywienia i przedstawiło wyniki badań jasno dowodzące, że dziecko naprawdę nie musi jeść wędlinki podczas każdego posiłku (a nawet, że w ogóle nie musi spożywać mięsa – ale to mógłby być zbyt duży szok dla zacnej matrony), to ta kobieta zapewne i tak wiedziałaby swoje. Powiedziałaby, że mięso to siła, żadne badania jej nie przekonają, są zamówione, opłacone przez lewaków, jej dziadek wie zawsze najlepiej, a tak w ogóle to znajomy kuzyna jej babci raz nie zjadł na obiad wędlinki i umarł. Utonął.

W naszym kraju 67% ludzi nie przeczytało w ubiegłym roku żadnej książki. Nie chcemy przyswajać faktów – chyba, że mowa o tabloidowym dzienniku. Boimy się wiedzy. „Ja swoje wiem” i koniec. Ufamy bardziej ludowym podaniom, niż naukowcom. Większość z nas ma swoje wzięte z dupy przekonania, które nie mają żadnego uzasadnienia, żadnego sensownego źródła – ale nie damy ich sobie wydrzeć, bo wtedy – kto wie? – może zatracilibyśmy swoją tożsamość?

A teraz przestań się szyderczo uśmiechać. Lepiej pomyśl, co jest Twoją wędlinką.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *