BÓG, HONOR, OHYDA:
Prawo człowieka do piękna

… nie jest, niestety, nigdzie zapisane. Na próżno szukać go w dokumentach ONZ albo innych organizacji, które próbują zwalczać spierdolenie na świecie – albo przynajmniej łagodzić jego konsekwencje. W każdym razie, jest trochę ludzi w Polsce, którzy czują, że mają prawo do otaczania się pięknymi przedmiotami, do kontaktu z naturą, do niebycia zakutym w betonowe ogrodzenia i erotyczne billboardy – ale nie istnieje żaden sąd, żadna instytucja, przed którą można by dochodzić swoich racji. Ludzie pracy nie mają, przestępcy kręcą się po ulicach – są więc ważniejsze sprawy, niż czyjeś widzimisię.

Kiedy po wojnie przeprowadzaliśmy się z chat krytych strzechą i podwórek ogrodzonych drewnianymi płotami do miast, nie było czasu, aby myśleć o pięknie. Trzeba było szybko zagnieździć tysiące ludzi w betonblokach, odbudować polskie miasta, stać w kolejce po pęto kiełbasy z gówna, robić propagandę albo na nią narzekać. Nikt (albo przynajmniej niewielu) nie myślał o tym, by domagać się, aby przed klatką schodową posadzić drzewo albo kwiaty. Czasami tylko starsi ludzie, którzy przeprowadzili się do miast w podeszłym wieku, jak matka Andrzeja Talara z Domu, próbowali robić sobie z balkonu minipodwórko – wyglądało to na ogół mało estetycznie, ale ten widok i tak mnie porusza.

Przez dziesiątki lat o pięknie przestrzeni publicznej  – a raczej jego niedostatku, tudzież całkowitym braku – mówili tylko ci, którym się w głowach pojebało. A kiedy przyszły lata 90. – zachwyciliśmy się kiczem, pokochaliśmy krasnale ogrodowe i robienie hajsu. Na upiększenie czegokolwiek nie wystarczyło czasu, a i potrzeba robienia tegoż tliła się coraz słabiej.

Żyjemy więc w kraju, gdzie wypierdala się betonowy pawilon, który zasłania okna ludziom na parterze bloku, bo jakiś narcystyczny deweloper ma kasę, to postawi. Gdzie łatwiej na spacerze z dzieckiem zobaczyć plakat z gołą dupą jakiejś laski reklamującej dachówki, niż starannie utrzymany park kieszonkowy. Gdzie plaże są zajebane petami i puszkami po browarze z biedry, bo „to przecież nie moje”.

A zatem jak, żyjąc wśród szpetności, możemy być piękni wewnętrznie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *