Magia -ingu

Życie naprawdę potrafi zaskoczyć.

Wchodzę na jeden z sensowniejszych portali w polskim necie i widzę artykuł o nowym „trendzie” w lajfstajlu. Nie, tym razem nie chodzi o picie koktajli zamiast obiadu, gotowanie pora w rtęci albo ruszanie się w godzinach, które są podzielne przez 3. Tym razem hitem, „za którym szaleją gwazdy”, który ma „zbawienny wpływ na cerę, paznokcie i chuja” oraz który stanowi „powrót do natury” jest…

3…

2…

1…

Zostawanie w domu na weekend. Ale, oczywiście, gdyby ktoś powiedział, że spędza weekend w domu, dostałby łatkę przegrywa i człowieka, którego życie jest tak zjebane, jak wrzucanie na Instagrama zdjęć bez filtra – nowy hot tręd nazywa się więc nestingiem. Polskie „gniazdowanie” brzmiałoby zbyt mało hipstersko, szaro, żelbetonowo.

Współcześni dwudziesto- i trzydziestolatkowie to w znacznej mierze ludzie zblazowani i znudzeni. Coraz mniej rzeczy jest dla nas atrakcją, jeszcze mniej – robi wrażenie, gdy chwalimy się nimi w mediach społecznościowych. No i im bardziej jesteśmy wynaturzeni, tym bardziej „tęsknimy” za naturą (choć mało kto widzi sens wyjazdu do puszczy, gdy nie mamy ze sobą ajfona).

Tak czy inaczej, atrakcyjny jest człowiek, który ma pasję (z czym w pełni się zgadzam). Nieobsadzonych pasji jest jednak coraz mniej, zatem, aby dodać swojemu nudnemu życiu znaczenia, a codziennym czynnościom wagi, -ingujemy wszystko, co się da. Są ludzie, którzy w CV w polu „zainteresowania” umieszczają parenting, styling, plant growing. Zgroza.

A teraz, po codziennej dawce niesmaku, wracam do nestingu.

Jedna uwaga do wpisu “

Magia -ingu

  1. Grrry znaczy się to jest trochę dziwne co napisałaś znaczy się ta cała nazwa, nawet nie umiem powtórzyć i napisać. Jaki to sens kiedy idziemy do natury a i tak komurka dalej z nami jest.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *