KULTOWE ZAJOBY:
Najbardziej ryjące mózg samobójstwa w literaturze

Mamy Światowy Dzień Zapobiegania Samobójstwom. Wbrew temu, co mówią miłośnicy starych, dobrych czasów, kiedy to ludzie mieli szacunek do życia, nikt nie był pozostawiony samemu sobie, a po ulicach popierdalały jednorożce – problem odebrania sobie życia był obecny wśród ludzi od zawsze. A skoro był – to i ludzie potrafiący pisać sensowne rzeczy poświęcali mu miejsce na kartach swoich utworów. Poznajcie troje samobójców, którzy żyli i zginęli na kartach literatury i których śmierć przeorała moją świadomość.

  1. Anna Karenina. Klasyk wśród samobójców – piękna i dumna kobieta, w tle rosyjskie imperium, patriarchat, miłosna obsesja. Tołstoj stworzył bohaterkę, która wywołuje w czytelniku skrajne uczucia – raz jest to podziw, kiedy indziej litość i współczucie, a w pewnych momentach czytelnik ma ochotę krzyczeć do Anny „co ty odpierdalasz?!”. Bohaterka z jednej strony od początku wydaje się mieć na sobie wyrok śmierci – po prostu nie pasuje do społeczeństwa, w którym żyje. Z drugiej strony – ma wyjątkowo silne tendencje autodestrukcyjne, niszczy samą siebie równie namiętnie, co kocha Wrońskiego. Kiedy Karenina rzuca się pod pociąg, ja mam ochotę wrzucić tam cały świat.
  2. Zenon Ziembiewicz. Nienawidzę tego kolesia całym sercem. Niewielu bohaterów literackich budzi we mnie takie obrzydzenie, jak ten typ z Granicy, który zjebał życie dwóm kobietom, swojemu dziecku i na końcu odebrał je sobie. Zenon obiecywał sobie, że nigdy nie powtórzy błędów swoich rodziców – ojciec ruchał wszystko co się rusza, matka udawała, że jest ponad to i upajała się swoją rolą męczennicy. Ziembiewicz jednak jest równie głupi, co pełen pychy – powtarza schemat rodzinny i tłumaczy się sam przed sobą, że „on jest inny”, że „taka sytuacja”, że „to zupełnie nie tak”. Nie umie wziąć odpowiedzialności za własne życie – chciałby je urządzać innym, udziela się społecznie i nawet robi karierę, ale od środka toczy go zło. Jego śmierć to dla czytelnika przestroga – pewnych granic przekraczać nie wolno.
  3. Erika Kohut. Pianistka to arcydzieło mózgojebni, książka absolutnie wybitna, która sprawia, że nic nie jest takie, jak przed jej przeczytaniem. Erika jest ofiarą toksycznej matki, z którą – mimo wieku blisko 40 lat – nadal śpi w jednym łóżku. Matka obsesyjnie ją kontroluje, mężczyzn przedstawia jej jako zagrażających i złych. Nic więc dziwnego, że kiedy Erika poznaje młodego samca, zakochanego w niej bez pamięci, ich relacja robi się tak sadystyczna i chora, że Christian Grey wychodzi na lamusa. Niewiele rzeczy rozdarło mi serce tak, jak finałowa próba samobójcza pianistki.

A może ktoś z Was dopisałby tutaj pewnego bohatera Żelbetonu?

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *