Choroba, leki i inne polskie fetysze

To, że podczas urodzin, imienin czy świąt wszelkiego rodzaju „przede wszystkim zdrowia” jest jakimś popierdolonym żartem. Przecież my, Polacy, uwielbiamy chorować – bo kiedy chorujemy, możemy się leczyć. I możemy nic nie robić ze swoim życiem.

W języku psychologii (którym czasem próbuję się posługiwać, by udowodnić tezę, że nie kupiłam dyplomu magistra na Bałuckim Rynku), profity z bycia chorym nazywa się wtórnymi korzyściami. Jest ich w chuj: kiedy masz anginę, nie musisz iść do roboty, nie musisz czytać mądrych książek, nie musisz myśleć o spierdoleniu własnego życia – masz anginę, więc przede wszystkim musisz wyzdrowieć. Tak samo jest ze złamaną ręką, biegunką, wzdęciami, rakiem – każda z tych dolegliwości pozwala nam nie robić tego, czego robić nie lubimy, nie chcemy, czego się boimy.

Bycie chorym to w Polsce powód do radości – ludzie interesują się Tobą (bo normalnie mają Cię w dupie), pozwalają Ci pierdolić o tym, jakie masz ciężkie życie (zwykle licytują się z Tobą, kto ma gęściej przejebane), a jeśli jesteś dzieckiem – to prawdopodobnie ojciec podczas choroby nie zleje Cię pasem, bo BHP bicia zakłada, że chorych się nie tłucze. Może nawet ktoś (matka, żona, ziomek) zapyta Cię nie o to, jak było w szkole/ pracy, tylko o to, jak się czujesz…? Przy odrobinie szczęścia Twój egoistyczny współlokator poda Ci herbatę albo nie będzie piłował ryja, że nie wyniosłeś śmieci. Przez chwilę będziesz mógł więc zażywać rozkoszy bycia ważnym, wyjątkowym, obdarzonym nie tylko ręcyma do roboty, ale także uczuciami i duszą.

Podczas choroby będziesz mógł bezkarnie powiedzieć, że czujesz się słaby, niewiele znaczący, że coś się tak jakoś dziwnie gniecie w sercu. Czasem brakuje Ci oddechu, masz poczucie, że to wszystko zmierza donikąd. Oczywiście, czujesz się tak codziennie i to wcale nie z powodu zapalenia gardła, które ostatnio złapałeś. Leku na wirusa bólu życia nie reklamują w TV . Owszem, można wpierdalać psychotropy jak tic taki – ale nawet one po pewnym czasie przestają wystarczać do zamaskowania wewnętrznej pustki. I nie są wystarczającym powodem, by przestać fantazjować o byciu chorym.

Wszystkiego najlepszego w Dniu Hipochondryka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *