Garść powodów, by mieć dzieci

Wielu ludzi, których spotykamy każdego dnia, mogłoby stanowić chodzącą reklamę Durexa – w końcu któż byłby lepszym ambasadorem marki prezerwatyw, niż człowiek tak wkurwiajacy i pojebany, że aż krzyczący swoją osobą „używaj prezerwatyw XYZ, bo będziesz mieć takie dziecko”? Czasami odczuwam jednak potrzebę pójścia pod prąd i zaskoczenia odbiorców tego bloga (co udaje się osiągnąć jedynie poprzez tworzenie tekstów zaskakująco żenująco niskich lotów), zatem przekornie zaprezentuję Wam powody, dla których jednak warto mieć potomka.

Dziecko to zajebisty worek treningowy. Kiedy wkurwia Cię praca, polityka czy Twój własny krzywy ryj, masz ochotę w coś zajebać. Owszem, możesz rozpierdolić ławkę w parku, swój nowy zajebisty smartfon albo wóz sąsiada – to jednak zawsze może się wydać, a poza tym – wóz, nawet podczas napierdalania go bejzbolem, nie wyda jęku „ała!”, który tak bardzo chcesz usłyszeć z pobudek sadystycznych. To, że napierdalasz swoje dziecko, raczej się nie wyda – ono będzie się wstydziło komuś powiedzieć, że je tłuczesz – a nawet jakby się wydało, to przecież w Polsce nikt się nie będzie w Twoje metody wychowawcze wpierdalał. Krzysztof z Żelbetonu jest tego najlepszym przykładem.

Posiadanie dziecka zwiększa Twoją wartość w oczach rodziny i społeczeństwa. Jeśli jesteś grubą, brzydką kobietą, która nie posiada żadnych zainteresowań, jest chujowo. Ale jeżeli do zestawu powyższych przymiotów ciała i charakteru dołączysz fakt posiadania dziecka, staniesz się umęczoną matką-Polką, która poświęciła pieniądze, pasję i urodę dla potomka. Nawet, jeśli ich nie miałaś. Zyskasz też wspaniałą kartę przetargową podczas małżeńskich kłótni i straszenia drugiej strony rozwodem.

Syn lub córka może spełnić Twoje niezrealizowane marzenia. Marzyłeś o karierze skrzypka, ale zamiast tego pracujesz jako spawacz na dachu? Nie szkodzi – nie musisz już dłużej żałować, że porzuciłeś szkołę muzyczną po pierwszym roku. Twoje marzenie o byciu kimś wyjątkowym może zrealizować następne pokolenie. Oczywiście, ono marzy o czymś zupełnie innym, niż Ty w jego wieku – na przykład ma w dupie skrzypce, chce być wybitnym zoologiem. Nieustannym zmuszaniem go do grania na instrumencie przy jednoczesnym powtarzaniu mu, jaki jest chujowy i jak zawiódł pokładane w nim nadzieje, oczywiście sprawisz, że jemu też nie uda się być szczęśliwym – ale przynajmniej ktoś razem z Tobą poniesie na barkach ciężar nerwicy natręctw i niespełnionych aspiracji.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *