Noc ksanaksu zapach niesie.
Jak Święta przeżywają pierdolnięci?

Rodziny się nie wybiera. Pierdolca na ogół też – a te dwa elementy bywają przecież bardzo mocno ze sobą związane. Niektórzy z nas dostają po rodzicach wesoły temperament, dar do przedmiotów ścisłych czy muzyki – inni muszą cieszyć się z tego, że dzięki starym mają zryty mózg, który do jako takiego funkcjonowania potrzebuje codziennej dawki psychotropów. Niezależnie od tego, co otrzymałeś od matki i ojca, już niedługo usiądziesz z nimi przy wigilijnym stole i będziesz łapczywie wypełniał egzystencjalną pustkę pierogami z kapustą i grzybami. Każdy rodzaj zajoba sprawi jednak, że to rodzinne biesiadowanie będziesz odczuwał nieco inaczej.

Border. Jebnięta matko, nie opuszczaj mnie.

Super jest mieć bordera. Pod jednym warunkiem – możesz być szczęśliwy z borderem tylko wtedy, kiedy masz psa rasy border collie. Jeśli masz ten rodzaj raka osobowości, to niestety – Twoje życie (a zatem także Święta) są konkretnie przejebane. Jedziesz do rodzinnego domu, w którym zaznałeś wpierdolu, gwałtu ze strony ojca, poniżenia przez matkę albo chuj wie jeszcze czego. Nastawiasz się, że im tym razem wygarniesz. Dojebiesz. Pokażesz, jaki jesteś samodzielny i zajebisty. Zabłyśniesz jak sztuczna lampka z biedry na choince, a matka będzie wbita w fotel. Jednak, kiedy przyjeżdżasz, dostajesz w ryj – i to nawet nie od ojca. Od własnego, chorego umysłu – w końcu uświadamiasz sobie, że matka (choć histeryczka) i ojciec (choć sadysta) to jedyne osoby, które cokolwiek w Twoim życiu znaczą, które nie opuszczą Cię aż do śmierci. I których za chuj nie możesz stracić.

Dyssjocjal. Zajebiście, że karp zdechł.

Czytasz „psychopata” i myślisz o zajebiście inteligentnym, intrygującym Hannibalu Lecterze? Cóż, większość psychopatów w swoim życiu może znęcać się jedynie nad torebką od herbaty, bo piękne kobiety są zdecydowanie poza ich zasięgiem. Owszem, jeśli jesteś dyssocjalny, to prawdopodobnie masz jakiś urok osobisty – w końcu to, co mówi pani z przydomowej piekarni, wcale nie musi być ściemą. Nie masz jednak hajsu ani takiego prestiżu społecznego, by spełniać się jako kompletny świr, o którym pisanoby na pierwszych stronach Super Expressu. Kiedy więc przyjeżdżasz do starych na Wigilię, czujesz się po prostu wkurwiony. Nie rozumiesz, o co chodzi z tymi wszystkimi kolędami, jasełkami, składaniem sobie życzeń. Takie bzdety nigdy nie były Cię w stanie wzruszyć. Nie kumasz, jak Twój kuzyn może się podniecać Kolędą dla nieobecnych. Ciebie rajcuje co najwyżej cierpienie karpia.

Zależny. Bez Waszego wpierdolu bym sobie nie poradził.

Masz szczęście – jesteś w grupie osób, które naprawdę lubią Święta. Ten magiczny czas to okazja do tego, aby kolejny raz wejść w totalną regresję. Twoja matka zrobi kolację, Twój ojciec objaśni Ci to, co aktualnie dzieje się w polityce i powie Ci, na kogo powinieneś głosować w następnych wyborach, a zaborczy brat poda Ci notes, żebyś miał gdzie robić notatki. Przez tych kilka dni będziesz chłonął rodzinne ciepełko, ubierał się tak, by Twoja stylówka podobała się współbiesiadnikom i pytał babci, czy na Twoim miejscu zjadłaby śledzika ze śmietaną, czy może jednak tego w oleju. Grzecznie przyjmiesz opierdol od wujka, który przywiedzie Ci na myśl piękne chwile, gdy w dzieciństwie byłeś nakurwiany pasem za nieposłuszeństwo. Niestety, wszystko w życiu ma swoją cenę – Ty również przeżyjesz prawdziwy koszmar. Wydarzy się on tuż po Świętach, kiedy wrócisz do swojego mieszkania i zdasz sobie sprawę, że Twoje największe życiowe marzenie nigdy się nie spełni – nie wrócisz już do brzucha mamy i nie będziesz mógł podłączyć się do życiodajnej pępowiny.

Narcyzik. W tym roku w chuj osiągnąłem… Czemu mnie kurwa nie słuchasz?!

Nawet rekin nie pragnie ludzkiego mięsa tak bardzo, jak Ty uznania, prestiżu i bycia podziwianym przez wszystkich wokół. Niestety, w głębi serca wiesz, że gówno umiesz i jesteś do bólu przeciętny – nie przeszkadza Ci to jednak radośnie popierdalać po świecie fantazji, gdzie każde swoje osiągnięcie możesz zwielokrotnić i karmić się nim przez lata. Chociaż jesteś zwykłym pracownikiem korpo, którego wymienić jest tak samo łatwo, jak tłuszcz we frytkownicy w maku, w swojej głowie robisz zawrotną karierę i dlatego każesz się znajomym tytułować nie młodszym grafikiem, tylko Regular Graphic Architectem. Wigilia to dla Ciebie okazja do tego, by odpierdolić niezły (Twoim zdaniem) show i powalić gości na kolana. Niestety, kiedy okaże się, że bardziej od spektakularnych osiągnięć swojego dziecka, Twoją starą fascynuje nowy przepis na sernik Twojej siostry, przypomnisz sobie, że tak naprawdę Twoje życie to nurzanie się w szambie wymagań, które sam sobie narzuciłeś. I którym nigdy nie będziesz w stanie sprostać.

Na szczęście podczas polskich Świąt się pije. Często w chuj. Nikt nie powinien więc zauważyć, że między kęsami makowca, łykniesz sobie ksanaks, sertralinę lub inny psychotropik. A jakby ktoś zapytał, zawsze możesz powiedzieć, że to witaminy. Twoja rodzina kocha rozmowy o chorobach i lekach – być może przez chwilę będziesz więc w centrum zainteresowania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *