Kocioł polski

Jest taki piekielnie dobry dowcip z cyklu Niemiec, Rusek i Polak:

Do piekła przybył nowy diabeł. Lucyfer oprowadza go więc po ognistych włościach i pokazuje mu trzy kotły: w jednym karę odbywają grzesznicy z Niemiec, w drugim z Rosji, a w trzecim gotują się Polacy. Nowy pyta więc:
– Lucek, czemu kotła z Niemcami pilnuje aż dziesięciu szatanów?
– Bo widzisz – mówi Lucek – oni są świetnie zorganizowani. Wystarczy moment nieuwagi i któryś spierdala.
– A kotła z Ruskimi czemu pilnuje aż pięciu?
– Bo Ruscy są silni i pełni krzepy, zahartowani w trudnych warunkach. Nie sposób, by jeden z naszych diabłów dał radę Saszy z okolic Magadanu.
Teraz młody patrzy na kocioł z Polakami. Tego nikt nie pilnuje, żadnego diabła, nikogo. Pyta więc Lucyfera:
– Lucek, a ten kocioł z Polakami? Dlaczego nikt go nie pilnuje? Co jak Polacy spierdolą?
Na co Lucek odpowiada spokojnym głosem:
– Bo jak tylko któryś z Polaków próbuje wyjść i jest blisko sukcesu, to pozostali ściągają go na dno.

No i właśnie dzisiaj będziemy mieli okazję obserwować zachowania naszych rodaków, którzy na skutek różnych życiowych przypadków (a najczęściej własnych wyborów) znaleźli się w piekielnym kotle własnych kompleksów i frustracji. Będzie gównoburza o WOŚP. Zarówno niektóre gimbusy (mówiące głosami swoich ojców), młodzi prawicowi społecznicy oraz niektórzy księża będą hejtować Owsiaka. Bo to lewak. Bo – co jest jednym z moich ulubionych pocisków – bez mediów by nie istniał. Bo nie klepie biedy. To, że można prowadzić fundację, która na serio pomaga ludziom, a jednocześnie zarabiać sensowne pieniądze, wielu Polakom w głowach się nie mieści. Jak już komuś pomagać, to tylko po męczeńsku, odejmując sobie od ust ostatnią kromkę chleba. Pomagać i samemu nie tracić? O nie. Jak ktoś tak pogrywa, to na pewno złodziej, kurwiarz i Janusz Tracz.

Nie wierzymy w to, że ktoś – na przykład taki Jurek Owsiak, ale oczywiście nie tylko – może chcieć tak po prostu zrobić coś dla innych ludzi. Homo sovieticus ma się u nas dobrze – większość z nas interesuje tylko własne obejście. Nie chcemy się wychylać, jesteśmy bierni i wiecznie przerażeni rzeczywistością, w której – mimo posiadania tytułów magistra – nie możemy się odnaleźć. Skoro więc sami nie umiemy ruszyć dupy i zrobić czegoś sensownego dla otoczenia, to i w działaniu kogoś, kto jednak to robi, doszukujemy się chujowych motywów. Psycholodzy nazywają to projekcją.

Z drugiej strony chętnie korzystamy przecież ze sprzętu z czerwonym serduszkiem. Naprawdę niewiele matek sprzeciwia się zbadaniu słuchu u ich nowonarodzonych dzieci z uwagi na to, że sprzęt niezbędny do tego jest zakupiony właśnie przez Orkiestrę (jak już ktoś ma takie problemy, to raczej są to ludzie wierzący w autyzm poszczepienny i spisek lekarzy oraz farmaceutów, który bohatersko ujawnił Vega w „Botoksie”).

Ale finał WOŚP jest jednak powodem do radości. W końcu co roku padają kolejne rekordy, ludzie wystawiają na aukcje zajebiste rzeczy, a masa dzieciaków, cukrzyków czy seniorów dostaje od losu (a raczej od Owsiaka i ludzi z nim pracujących) szansę na zdrowie. A Polacy, tak bardzo nieufni, bojący się obcych i skupieni na sobie, wychodzą z domu, by wrzucić piątaka do puszki. Kiedy naszych twarzy nie wykrzywia grymas wkurwienia na wszystko wokół, jesteśmy jakby ładniejsi.

A piękna wszyscy mieszkańcy żelbetonu są niezwykle spragnieni.

Jedna uwaga do wpisu “

Kocioł polski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *